Moj mozg z dnia na dzien zaczyna coraz bardziej protestowac przeciwko takiemu traktowaniu...
Nie wyspalem sie, norma...
Ale przynajmniej bede mogl z rana Flamesow posluchac...
Jeden z moich ulubionych kawalkow z "Come Clarity"...
Mam zle wrazenie, ze jak przeczytam tego posta po poludniu, to bede sie zastanawial, co ja mialem na mysli...
At least you could’ve tried It is way past time and we’re scattering ashes You take everything inside, please hear me out You, you are leaving me with scars
Fear is the weakness in all our thoughts It’s sad to see you go It’s not meant to be easy but you drag us down Burning of the evidence close
The same road for far too long It’s not meant to be We are losing identity Faith has been denied, let’s not pretend This is the first time, we just don’t belong
A world, do you perceive All turn cold, and no one cares for anyone Waiting for the final blow Do you have faith at all? One more day, then we fade away
Fear is the weakness in all our thoughts It’s sad to see you go It’s not meant to be easy but you drag us down Burning of the evidence close
The same road for far too long It’s not meant to be We are losing identity Faith has been denied, let’s not pretend This is the first time, we just don’t belong here
(The same road for far too long) It’s not meant to be We are losing identity Faith has been denied, let’s not pretend This is the first time, we just don’t, belong
Jakim cudem ja nie dodalem do listy zespolow Nurthu? Wroclawscy amatorzy, w wieku ~19 lat. Wokalistka ostatnio polazla do Mam Talent (i dobrze, IMO zajdzie wysoko), od paru lat koncertuja i... daja rade.
Dawniej uwielbialem noc, nawet bedac sam, mogac po prostu obserwowac swiat. Teraz sie tego boje, boje sie patrzec na ksiezyc, na gwiazdy, boje sie ogladac zachod slonca... Za duzo wspomnien...
Jakis czas temu zamieszczalem obrazek z lasta ze swoimi ulubionymi zespolami. Nie pasowala mi wtedy Avantasia. Tym razem mam taki, ktory idealnie odzwierciedla moj obecny gust:
PS. Sam sie zastanawialem czyje to logo pod Coma. To Heaven Shall Burn - zajebiaszczy metalcore/melodeath.
Dawno juz temu poznalem zespol Diablo Swing Orchestra. Lacza metal (nie do konca okreslony, ani to death, ani trash, ani heavy, ani black) z jazzem, leciutko z bluesem, troche wrzucaja do tego wokali operowych. Wychodzi smakowicie.
Chyba najbardziej ich znany kawalek:
I jeszcze jeden fajny:
A dzis poznalem Amorphisa. Swietny melodeath, zaczynam go dopiero sluchac i znalazlem jeden kawalek ktory mnie zmiotl. Do melodic death metalu dorzucono... organy Hammonda i jazzowy (w stylu lat 70 i 80) sax. Brzmi NIESAMOWICIE.
Nie moge sie doczekac, co jeszcze uda mi sie odkryc w tej kategorii...
PS. Ten post jest niejako jubileuszowy - nosi znaczacy numer 69 :P
Znow mam wkretke na Arch Enemy.
Pod jednym utworem na YT ktos kiedys napisal cos w stylu "One for all, all for one, we are all, we are one*. Jezeli zalozymy republike metali, to mysle, ze to powinien byc nasz hymn."
Moze to kwestia tylko mojego dzisiejszego humoru, ale dzis SoPF mi lepiej podchodzi. O wiele lepiej, nawet te slabe kawalki nie wydawaly sie tak slabe, a nawet brzmialy dobrze...
Ponownie mnie zachwycilo "A new dawn". Genialne polaczenie smyczkow z dobrym, dosc ciezkim metalem. Totez zamieszczam:
Zaczelo sie od utworu pod tym samym tytulem co album. Dlugie, melancholijne intro, potem calkiem fajne pierdolniecie. Utwor nie powala, ale wydaje sie, ze moze byc dobrze. Anders IMO za bardzo sie nastawia na zawodzenie, zamiast czegos ciezszego. Duzo elektroniki...
2. utwor - Deliver us. Wydany jako singiel, z dobrym pierdolnieciem, bardzo przyjemny...
3 - All for me... Podobnie jak w pierwszym - malo melodii, duzo zawodzenia, ogolem - kiepsko, kiepsko... 4. utwor, The puzzle - podobnie.
Utwor numer 5, Fear is the weakness, zaczyna sie jak balladka, dostaje pierdolniecia i powoli zmierza do dobrego brzmienia znanego z Come Clarity.
6 - Where the dead ships dwell - lepszy niz 1, 3 i 4, ale ogolem - paskudnie... Nie do porownania z wczesniejszymi albumami, nawet tymi elektronicznymi...
The Attic, siodmy utwor to prawdziwie dobra balladka, na poziomie Flamesow. Zaczyna sie tu juz robic przyjemnie.
8 - Darker Times, w podobnej stylistyce i na podobnym poziomie co Deliver Us.
W 9 utworze, Ropes, po raz pierwszy chyba uslyszalem tak czysty wokal Fridena. Zawsze przynajmniej zabarwial go w swoisty sposob. A tu niet. I co ciekawe - swietnie to brzmi. Inaczej niz wczesniejsze albumy, jest to spora zmiana, ale nie boli, a cieszy.
Dyszka, Enter Tragedy, tez dobrze smakuje i brzmi.
11 utwor - przyznam sie, ze sie nie wsluchiwalem w tresc. Malo tekstu, modulowany glos, duzo efektow, melodia powolna, melancholijna, choc z minimalnym pierdolnieciem. Tytul "Jesters door" wydaje sie byc nawiazaniem do dawnej historii zespolu (album The Jester Race)...
12 i 13 (A new dawn i Liberation, kolejno) kopia posladki i wznosza sie nawet powyzej poziomu wczesniejszych, uelektronicznionych albumow.
Podsumowujac - zaczyna sie srednio, wspina na wyzyny dobrego singla, potem jest kiepsko, z lekkimi wzlotami, zeby zakonczyc sie bardzo dobrze...
Z gatunku "zespoly ktore ubostwiam" - In Flames. Prekursorzy Melodic death metalu. Na dzis - utwor z ich piatej plyty, "Clayman", ostatniej w starym, surowym stylu. Potem przyszlo "Reroute to remain", a potem... Dobra, o tym kiedy indziej.
"Clayman" jest moim kandydatem do najlepszego albumu Flamesow, a takze do najlepszego albumu ever.
Tutaj bonus track, "World of promises":
(okladka na klipie jest blednie wstawiona, na zadnej wersji "Colony" ten utwor sie nie znajdowal).