Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 5 grudnia 2011
wtorek, 29 listopada 2011
Piraci...
Power metal ma potencjal, ale malo kto go dobrze wykorzystuje...
Choc, jak sie chwile zastanowic to to w duzym stopniu czuc klasycznym rocknrollem (np pierwsze dzwieki). Ale perka powerowa... Cholera wie co to... Ale i tak mi sie podoba.
czwartek, 6 października 2011
wtorek, 4 października 2011
środa, 14 września 2011
Torchwood (s04)
Wczoraj skonczylem ogladac czwarty sezon.
Krotko o serialu: nazwa "Torchwood" jest anagramem "Doctor Who". Pierwszy raz pojawia sie w odcinku 2x02 (Tooth and claw). Tam widzimy zalozenie instytutu, ktory ma zajmowac sie rzeczami dziwnymi, w tym obcymi.
Postaci jest pare, przede wszystkim mamy Gwen Harper (potomkini Gwyneth - tej dziewczyny z 1x03, "The unquiet dead"), policjantke i Jacka Harknessa (przepraszam, KAPITANIA Jacka Harknessa... Ci Jackowie maja jakis fetysz na punkcie kapitanstwa...). Jack pojawia sie po raz pierwszy w "The Empty Child" (1x09). W Doctorze spotykamy jeszcze Toshiko w odcinku "Aliens of London" (1x04).
Poza wystepowaniem w serialu jako instytucja, "Torchwood" to tez nazwa spin-offu Doctora Who.
Pierwsze 2 sezony to takie smieszne "Z archiwum X" w stylu brytyjskim, z nawiazaniami do Doctora Who, duza iloscia seksu i brutalniejsze niz Doctor. Jest dlugoterminowa fabula, ale czesto sie ja przerywa jednoodcinkowymi historyjkami o kolejnym potworze, kolejnym romansie, kolejnym epizodzie. 3 sezon ma tylko 4 odcinki i ma spojna fabule, nie ma jednoodcinkowych historii. Ten mi sie srednio podobal, glownie przez... raczej kiepska fabule i troche na sile budowany dramatyzm.
Za to 4 sezon... Zaczyna sie srednio, tracimy brytyjski styl, bo akcja w duzej mierze przenosi sie do USA, spotykamy CIA, etc... Ale juz po paru odcinkach fabula masakrycznie wkreca. A zakonczenie... Coz, ladne i sensowne zakonczenie paru watkow, ciekawe niedopowiedzenia i swietna zapowiedz kontynuacji. O ile dotychczas uwazalem Torchwood za serial "jak jest, to fajnie sie oglada, ale gdyby go nie bylo to bym sie nie zmartwil", to teraz niecierpliwie czekam na kolejny sezon.
Gdyby ktos mial watpliwosci: calosc tych wypocin ma pozytywny wydzwiek, cholernie mi sie ten sezon podobal.
Krotko o serialu: nazwa "Torchwood" jest anagramem "Doctor Who". Pierwszy raz pojawia sie w odcinku 2x02 (Tooth and claw). Tam widzimy zalozenie instytutu, ktory ma zajmowac sie rzeczami dziwnymi, w tym obcymi.
Postaci jest pare, przede wszystkim mamy Gwen Harper (potomkini Gwyneth - tej dziewczyny z 1x03, "The unquiet dead"), policjantke i Jacka Harknessa (przepraszam, KAPITANIA Jacka Harknessa... Ci Jackowie maja jakis fetysz na punkcie kapitanstwa...). Jack pojawia sie po raz pierwszy w "The Empty Child" (1x09). W Doctorze spotykamy jeszcze Toshiko w odcinku "Aliens of London" (1x04).
Poza wystepowaniem w serialu jako instytucja, "Torchwood" to tez nazwa spin-offu Doctora Who.
Pierwsze 2 sezony to takie smieszne "Z archiwum X" w stylu brytyjskim, z nawiazaniami do Doctora Who, duza iloscia seksu i brutalniejsze niz Doctor. Jest dlugoterminowa fabula, ale czesto sie ja przerywa jednoodcinkowymi historyjkami o kolejnym potworze, kolejnym romansie, kolejnym epizodzie. 3 sezon ma tylko 4 odcinki i ma spojna fabule, nie ma jednoodcinkowych historii. Ten mi sie srednio podobal, glownie przez... raczej kiepska fabule i troche na sile budowany dramatyzm.
Za to 4 sezon... Zaczyna sie srednio, tracimy brytyjski styl, bo akcja w duzej mierze przenosi sie do USA, spotykamy CIA, etc... Ale juz po paru odcinkach fabula masakrycznie wkreca. A zakonczenie... Coz, ladne i sensowne zakonczenie paru watkow, ciekawe niedopowiedzenia i swietna zapowiedz kontynuacji. O ile dotychczas uwazalem Torchwood za serial "jak jest, to fajnie sie oglada, ale gdyby go nie bylo to bym sie nie zmartwil", to teraz niecierpliwie czekam na kolejny sezon.
Gdyby ktos mial watpliwosci: calosc tych wypocin ma pozytywny wydzwiek, cholernie mi sie ten sezon podobal.
poniedziałek, 12 września 2011
Kto wrobil Krolika Rogera?
Dzis sobie odswiezylem ten film. Ostatni raz widzialem go, gdy moj wiek dalo sie jeszcze przeliczyc na palcach jednej reki...
Komedia - starej daty, 1988. To pierwszy plus.
Stylizacja na filmy noir - drugi plus. Jessica Rabbit, detektyw w prochowcu i fedorze, garniaki z szelkami, gangsterki na nogach. Poezja.
Trzeci wielki plus: kreskowki. Nie mowie tu o dzieciecej fascynacji "bajkami". A moze mowie? W tym filmie spotkamy postaci od Disneya, od Warner Bros (glownie z Looney Tunes), wiekszosc tego, co pamieta sie z dziecinstwa. Brakowalo mi tylko postaci od Hanna-Barbera, ale moze i lepiej, Flinstonowie lub Jetsonowie troche by psuli klimat. A tak mamy chociazby Dumbo, mamy Krolika Bugsa w tej samej scenie co Myszke Mickey...
W skrocie: piekny powiew dziecinstwa w dobrej komedii, w swietnym stylu...
Komedia - starej daty, 1988. To pierwszy plus.
Stylizacja na filmy noir - drugi plus. Jessica Rabbit, detektyw w prochowcu i fedorze, garniaki z szelkami, gangsterki na nogach. Poezja.
Trzeci wielki plus: kreskowki. Nie mowie tu o dzieciecej fascynacji "bajkami". A moze mowie? W tym filmie spotkamy postaci od Disneya, od Warner Bros (glownie z Looney Tunes), wiekszosc tego, co pamieta sie z dziecinstwa. Brakowalo mi tylko postaci od Hanna-Barbera, ale moze i lepiej, Flinstonowie lub Jetsonowie troche by psuli klimat. A tak mamy chociazby Dumbo, mamy Krolika Bugsa w tej samej scenie co Myszke Mickey...
W skrocie: piekny powiew dziecinstwa w dobrej komedii, w swietnym stylu...
Subskrybuj:
Posty (Atom)